kwietnia 15, 2018

Nie wstydzę się

Nie wstydzę się
Otulona kocykiem miłości od kilku dni zaczytuję się w słowach Reginy Brett. Płynie z nich tyle mądrości, miłości, wdzięczności i radości ... radości z życia. Nie wiem jak Wy, ale ja głęboko wierzę w to, że wszystko w naszym życiu pojawia się w odpowiednim momencie. Wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy i gdy jesteśmy na to gotowi. Książka "Kochaj" wielokrotnie przyciągała mój wzrok na półkach w księgarniach, jednak mając świadomość tego jak wiele książek mam jeszcze nieprzeczytanych, nawet nie dopuszczałam myśli, by do niej zajrzeć. Jenak kilka dni temu dostałam ją w prezencie od osoby bliskiej memu sercu.

Przypadek 😉 Nie sądzę. Nie ma przypadków. Wszystko dzieje się z jakiegoś powodu. 

Jest wiele fragmentów w tej książce, którymi chętnie się z Wami podzielę. Natomiast na początek wybrałam fragment, którego tematem jest wstyd. 
Wstyd bowiem wpaja się nam od najmłodszych lat. Każdy z nas z pewnością, niejednokrotnie usłyszał w dzieciństwie "Jak Ci nie wstyd?". Wstyd obniża naszą życiową wibrację, zabiera radość życia. Wstydzimy się jednak nie dlatego, że zrobiliśmy coś złego. Wstyd pojawia się wówczas, gdy uwierzymy, że jesteśmy źli, niedoskonali, nie tacy jacy powinniśmy ... a to początek by zatruwać naszą duszę ...

Przestańmy, więc zatruwać nasze dusze, przestańmy zabierać sobie prawo do szczęścia, przestańmy się wstydzić bo "Wstyd, który cię dręczy, często nie ma z tobą nic wspólnego".

"Nie wstydzę się."
Mam nadzieję, że ty też się nie wstydzisz.

Nie wstydź się swoich blizn, swojej wagi, swojego ciała.
Nie wstydź się tego, co ci się stało.
Nie wstydź się swoich wyborów. Podjąłeś najlepszą decyzję, jaka była możliwa w tamtych okolicznościach.
Nie wstydź się dłoni, które cię raniły. Niech to one się tego wstydzą.
Nie wstydź się krytyków, którzy chcą, żebyś był zażenowany swoimi słowami, swoją twórczością, grą aktorską, swoimi metodami wychowawczymi, swoją cerą, fryzurą, swoim wyglądem i całą swoją osobą. 

Nie pozwól, żeby ich wstyd zagracił twoją duszę. Wymieć z niej kurz. Pozbądź się bzdurnych opinii innych ludzi.

Uwolnij się od nich wszystkich
Uwolnij się od Kościoła, który wmawia ci, że nie jesteś godny kontaktu z Bogiem. 
Uwolnij się od rodziców, którzy nie potrafili kochać, zadawali ci rany, uciekali w pracę lub w alkohol albo porzucili cię dla innej rodziny. 
Uwolnij się od partnera, przez którego uwierzyłeś, że coś jest z tobą nie w porządku.
Uwolnij się od nieznajomego, który cię skrzywdził.
Uwolnij się od krytyka w swojej głowie, który obrzuca cię wyzwiskami.
Uwolnij się od najdrobniejszych śladów wstydu, który cię ogranicza, przyćmiewa twój blask, wmawia ci, że do niczego się nie nadajesz, i zmienia twoje życie w niekończącą się listę warunków do spełnienia: 
"Zasłużę na szczęście, kiedy wezmę ślub ... rozwiodę się .... znajdę partnera .... dostanę awans ... wydam książkę". 

Już teraz jesteś wart całego dobra, jakie ma do zaoferowania życie.
To prawo przysługuje nam od urodzenia.
....
Już czas uznać prawdę o moim istnieniu: jestem błogosławieństwem dla świata.
I ty również."
~Regina Brett

Jeśli podobał Wam się ten fragment, jeśli skłonił Was do przemyśleń podzielcie się nimi proszę w komentarzu lub jeśli wolicie - napiszcie do mnie. Zostawcie po sobie jakiś ślad - polubcie, udostępnijcie lub prześlijcie ten tekst do osoby, która być może, właśnie dziś potrzebuje takiego przesłania.

I zajrzyjcie do Ogrodu Możliwości na Facebook'u tutaj po dodatkową garść inspiracji i motywacji do zmiany i działania.

Dbajcie o siebie
Anna Magdalena

kwietnia 09, 2018

Każdy z nas jest kreatorem własnego życia

Każdy z nas jest kreatorem własnego życia
Każdy z nas jest kreatorem własnego życia. Jeśli zaakceptujemy fakt, że każdą myślą, którą myślimy i słowem, które wypowiadamy - malujemy swoją przyszłość, wówczas możemy świadomie i celowo kreować to czego chcemy w życiu. Zgadzacie się z tym ?

"...każda myśl, którą myślimy i każde słowo, które mówimy, kreuje naszą przyszłość.
Tak jakby nasze myśli były wysyłane do Wszechświata i zostały przyjęte, po czym wracają do nas jako doświadczenie.
... 
Kreujesz własne życie. 
... 
jednym ze sposobów, aby to osiągnąć jest pytanie siebie co jakiś czas: 
O czym teraz myślę? 
Czy chciałbym, aby ta myśl kreowała moje życie? 
Czy chciałbym doświadczyć tego co ta myśl mogłaby za sobą przynieść? " 

Zapraszam Was dziś do obejrzenia wywiadu z niezwykłą Louise Hay.

Jeśli ten wywiad zrobił na Was wrażenie i macie w związku z nim jakieś przemyślenia, podzielcie się nimi proszę w komentarzu lub jeśli wolicie - napiszcie do mnie. Zostawcie po sobie jakiś ślad- polubcie, udostępnijcie lub prześlijcie do osoby, która być może, właśnie dziś, potrzebuje obejrzenia takiego inspirującego filmu.

Zapraszam również do Ogrodu Możliwości na Facebook'u tutaj po dodatkową garść inspiracji i motywacji do zmiany i działania.

Dbajcie o siebie
Anna Magdalena

marca 20, 2018

Wegańska suszona kiełbasa - nie tylko na Wielkanoc

Wegańska suszona kiełbasa - nie tylko na Wielkanoc
Za chwilę Wielkanoc i być może część z Was już zastanawia się nad świątecznym menu. To może być wyjątkowo duże wyzwanie, dla tych z Was, którzy zdecydowali się przejść na dietę ściśle roślinną. Dlatego w ramach kolejnych kulinarnych eksperymentów postanowiłam przygotować coś co często pojawia się na świątecznych stołach - kiełbasę ... w wersji wegańskiej

W moim odczuciu ta potrawa z powodzeniem może zastępować prawdziwą kiełbasę i z pewnością będzie ciekawym smakowym doznaniem zarówno dla wegetarian, wegan jak i wszystkożerców. 


Wegańska suszona kiełbasa jest prosta w przygotowaniu. Po schłodzeniu można ją z powodzeniem kroić w plastry, a nawet smażyć! 😋 Nie rozpada się w wysokich temperaturach 😊 I można ją zamrozić.


Składniki na ok. 6 kiełbasek 26 cm 

  • 400 gr lub 2 puszki czerwonej fasoli 
  • 180 gr (kostka) wędzonego tofu 
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 3 łyżki siemienia lnianego 
  • 100 gr kaszy jaglanej 
  • 1 duża cebula 
  • 2-3 ząbki czosnku 
  • 1/2 szklanki zmielonych ziaren słonecznika lub orzechów 
  • 2 łyżki sosu sojowego 
  • ostra papryka 
  • gałka muszkatołowa 
  • czerwona słodka papryka 
  • majeranek 
  • pieprz 
  • sól 


Wykonanie:

  • Kaszę gotujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. 

  • Siemię lniane mielimy, zalewamy wrzątkiem i odstawiamy, aby zgęstniało. 
  • Cebulę kroimy w kostkę podsmażamy wraz z czosnkiem. 
  • Tofu również kroimy w kostkę i podsmażamy z cebulą i czosnkiem, aż się zarumieni. 
  • Do malaksera lub innego urządzenia rozdrabniającego, wrzucamy fasolę i blendujemy. 
  • Do masy fasolowej dodajemy kolejno siemię lniane, zmielone pestki słonecznika, ostudzone tofu z cebulą, mąkę i wszystko razem ponownie blendujemy, aby połączyło się w jednolitą masę. 
  • Na koniec dodajemy kaszę jaglaną oraz wszystkie przyprawy wg uznania - całość dokładnie mieszamy. 
  • Przygotowaną masę wkładamy do lodówki na kilka godzin.
  • Po schłodzeniu z wyrobionej masy, formujemy podłużne wałki (robimy to dłońmi nasmarowanymi olejem) i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. 

Pieczemy przez 30 minut w temperaturze 180 -190 stopni na termoobiegu. Po 15 minutach odwracamy kiełbasy na drugą stronę, tak by równomiernie się przypiekły.
Po wyjęciu z piekarnika, kiełbasy mogą być miękkie, ale spokojnie po kilku godzinach leżakowania w lodówce, ich konsystencja się zmieni.

Przyznam szczerze, że smak i konsystencja mnie przyjemnie zaskoczyły. Natomiast osoba, która została obdarowana tym roślinnym smakołykiem była uszczęśliwiona 😄.

Co myślicie o takich a'la mięsnych wyrobach? Przekonują Was? Widzicie w tym możliwości do urozmaicenia swojej diety?

Jeśli tak i spodobał Wam się ten przepis, to zostawcie proszę po sobie ślad - polubcie, skomentujcie, udostępnijcie.

Podzielcie się również proszę swoimi propozycjami roślinnych dań, jeśli takie przygotowujecie na swoje świąteczne stoły - chętnie wypróbuję coś nowego.

I tradycyjnie zapraszam do dołączenia do społeczności Ogród Możliwości na facebook'u tutaj, gdzie znajdziecie jeszcze więcej informacji i inspiracji jak odżywiać się zdrowo i żyć w równowadze.


Uściski dla Was 
Anna Magdalena

Może Was również zainteresować:
Pasztety roślinne nie tylko na Wielkanoc
Jagielnik na daktylowo-owsianym spodzie

marca 04, 2018

Sałatka z pieczonych buraków i soczewicy

Sałatka z pieczonych buraków i soczewicy
Wiecie już, że jestem absolutną fanką, jeśli tak to można nazwać, buraków. To super warzywo jest niesamowitym bogactwem witamin (m.in. wit. C, A, E, B6, niacyny, ryboflawiny, kwasu foliowego) oraz minerałów (wapnia, potasu, sodu, magnezu, żelaza, cynku), do tego znakomicie smakuje i świetnie wpływa na organizm. Buraczki uwielbiam praktycznie w każdej postaci. W cieplejsze miesiące robię z nich koktajle, natomiast w okresie jesienno-zimowym, aby zachować jak najwięcej cennych wartości, najczęściej przygotowuję je w wersji pieczonej. Tym razem w ramach moich kuchennych eksperymentów powstała absolutnie genialna sałatka, właśnie z pieczonymi burakami w roli głównej. 

Przyznam szczerze, że zachwyciło mnie to połączenie smaków. Tak przygotowana sałatka z buraczków jest znakomitą alternatywą na drugie śniadanie do pracy i świetnie sprawdzi się jako potrawa na spotkanie z przyjaciółmi. Jeśli więc szukacie pomysłu na zdrowy wegetariański posiłek myślę, że ta propozycja Was zainteresuje.



Sałatka z pieczonych buraków i soczewicy

Składniki:
  • 2 -3 średniej wielkości buraczki 
  • 1 szklanka zielonej soczewicy (suchej)
  • 1 czerwona papryka 
  • 1 żółta papryka (opcjonalnie - jeśli nie masz trudno) 
  • 1 cebula (może być czerwona)
  • 2 -3 garści jarmużu
  • 1 łyżka oliwy/oleju do smażenia
Opcjonalnie można dodać 2-3 łyżki prażonego słonecznika lub innych nasion.

Sos do sałatki:
  • 1 łyżeczka słodkiego sosu chili
  • 2-3 łyżki octu jabłkowego (apple cider viniger)
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1-2 ząbki czosnku (można zrezygnować)
  • 2 łyżeczki musztardy
  • 1/4 szklanki oleju
  • 1/2 łyżeczki soli (lub do smaku)
  • 1/2 łyżeczki przyprawy warzywnej
  • 1 łyżeczka miodu

Wykonanie:

Buraczki dokładnie myjemy wkładamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy w piekarniku około godzinę. Po upieczeniu buraki pozostawiamy do ostygnięcia, a następnie obieramy ze skórki i kroimy w kostkę.

W czasie gdy buraczki się pieką przygotowujemy pozostałe składniki.

Soczewicę gotujemy w 2 szklankach wody. 

Cebulę kroimy w kostkę i z jarmużem delikatnie podsmażamy na rozgrzanej patelni z oliwą. Jeśli nie ma ku temu przeciwwskazań i Twój organizm dobrze to znosi, możesz zrezygnować z tej czynności i cebulkę i jarmuż pozostawić w wersji surowej. Paprykę również kroimy w kostkę.

Wszystkie warzywa i ugotowaną soczewicę mieszamy w dużej misce, polewamy wcześniej przygotowanym sosem - mieszamy, posypujemy nasionami, a następnie zjadamy ze smakiem.

I co powiecie na taką propozycję ?
Jeśli spodobał Wam się ten przepis, to zostawcie proszę po sobie ślad - polubcie, skomentujcie, udostępnijcie.
Podzielcie się proszę swoimi propozycjami potraw z buraczkami chętnie spróbuję czegoś nowego.

Zapraszam do dołączenia do społeczności Ogród Możliwości na facebook'u tutaj, gdzie znajdziecie jeszcze więcej informacji i inspiracji jak odżywiać się zdrowo i żyć w równowadze.

Uściski dla Was 
Anna Magdalena

marca 01, 2018

Jakie niezwykłe działanie ma zwykły majeranek ?

Jakie niezwykłe działanie ma zwykły majeranek ?
Większości z nas znany jest jako doskonała przyprawa, która znakomicie sprawdza się szczególnie do przyprawiania potraw ciężkostrawnych, ale nie tylko. Ze względu na swoje właściwości chętnie sięgają po nią zarówno wegetarianie (w których jadłospisie często goszczą strączki) jak i wszyskożercy. Nie wszyscy jednak wiedzą, że majeranek oprócz swoich właściwości wiatropędnych, wydzielniczych ma również bogate właściwości lecznicze. Sprawdźcie jakie jeszcze niezwykłe działanie ma zwykły majeranek.


Do niedawna, podobnie pewnie jak większość z Was, stosowałam majeranek tylko jako przyprawę. Jednak z racji tego, że należę do osób, które lubują się w ziołowych herbatach, wywarach i naparach, pewnego dnia zaparzyłam sobie majeranek. I muszę przyznać smakował wyśmienicie 😋😁Kiedy zaczęłam zgłębiać wiedzę na temat tej niezwykłej rośliny byłam bardzo zaskoczona jak wiele właściwości leczniczych ma majeranek.

O tym, że korzystnie wpływa na trawienie i dolegliwości żołądkowe wie chyba każdy, ale nie każdy wie, że znakomicie się sprawdza również na przeziębienie, ból głowy, kaszel, katar czy chore zatoki. Ja już wiem, że się sprawdza, bo jak tylko czuję, że łapie mnie jakieś choróbsko od razu sięgam po majeranek. Do tej pory się nie zawiodłam więc i Wam polecam szczególnie w okresie zimowym, kiedy wirusy atakują nas z każdej strony.

Jak stosować majeranek? Poniżej kilka najbardziej pomocnych zastosowań.

Majeranek na kaszel

Majeranek ma działanie wykrztuśne dlatego znakomicie sprawdza się w przypadku kaszlu mokrego, pomaga oczyszczać oskrzela i płuca z flegmy. Świetny zarówno jako napar jak i płukanka do gardła.

Napar na kaszel.
Przygotuj 1 łyżkę suszonego majeranku i miód. Majeranek zalej szklanką wrzącej wody i pozostaw do zaparzenia pod przykryciem na ok. 15 minut. Gdy ostygnie, przecedź, dodaj miód i wymieszaj. Napar pij 2-3 razy dziennie.

Płukanka na gardło.
Łyżkę ziela zalej szklanką wrzątku i pod przykryciem odstaw na 10 minut. Przecedź, wymieszaj z łyżeczką oliwy. Potrzymaj łyk ciepłego naparu w ustach, potem przepłucz nim gardło i wypluj.

Majeranek na katar.

Na złagodzenie stanów zapalnych nosa świetnie sprawdza się samodzielnie przygotowana maść majerankowa, do której wykorzystujemy suszony majeranek oraz maść ochronną z witaminą A (w proporcji 1:1), którą smarujemy płatki nosa.

Majeranek na zatoki.

Jednym z tradycyjnych sposobów na łagodzenie objawów zapalnych zatok są inhalacje. Można użyć do nich także liści majeranku. Wystarczy zalać w misce 2 łyżki suchych liści wrzątkiem w ilości około pół litra. Po kilku minutach zbliżamy twarz do parującego naparu, nakrywamy głowę ręcznikiem i wdychamy parę. Kuracji nie należy powtarzać zbyt często, a pojedynczy zabieg powinien trwać od 5 do 10 minut. 

Dodatkowo majeranek ma działanie uspokajające, pozytywnie działa na mózg, system nerwowy i choroby oczu. Zaobserwowano także, że pomaga przy zatruciach oraz obrzękach i stanach zapalnych wątroby. A poza tym podkręca metabolizm, wiec w pewien sposób ma również właściwości odchudzające i niewątpliwie pozwala cieszyć się płaskim brzuchem.

Zatem zanim niewinne przeziębienie przejdzie w zaawansowaną chorobę, na pierwsze objawy warto zastosować majeranek, który z pewnością nie zaszkodzi (stosowany w umiarze), a może uchronić Was przed niechcianą chorobą i przymusowym "wyłączeniem" z codziennych zadań.

Ciekawa jestem czy znaliście i stosujecie majeranek na przeziębienie i inne dolegliwości - koniecznie podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzu.

Jeśli wpis się Wam podobał zostawcie po sobie ślad - polubcie, skomentujcie, udostępnijcie lub prześlijcie osobie, której te informacje mogą się przydać.

Więcej zdrowych inspiracji i motywacji do zmiany i działania znajdziecie również na profilu Ogród Możliwości na facebook'u tutaj. Serdecznie zapraszam.

Dbajcie o siebie
Anna Magdalena

Może Was również zainteresować:


Źródła:
  • Newerli-Guz J., Przeciwutleniające właściwości majeranku ogrodowego Origanum majorana L., "Problemy Higieny i Epidemiologii" 2012, nr 93(4).
  • Fatemeh Bina et al.; Sweet Marjoram: A Review of Ethnopharmacology, Phytochemistry, and Biological Activities;

lutego 27, 2018

Mam taki zwyczaj ... I co wspólnego z tym mają wegańskie mini babeczki ?

Mam taki zwyczaj ... I co wspólnego z tym mają wegańskie mini babeczki ?
Mam taki zwyczaj .... I co wspólnego z tym mają wegańskie mini bułeczki ?


Jak się wybieram do kogoś w odwiedziny i mam na to czas i przestrzeń (a staram się zawsze je wygospodarować, bo to dla mnie ważne) przygotowuję dla tej osoby coś smakowitego 😋😊 Czasem jest to coś słodkiego, czasem wytrawnego. Im lepiej znam osobę, do której się wybieram - wiem co jada, co lubi, a za czym nie przepada, na co ma alergie itd., tym lepiej udaje mi się dopasować smakowity prezent 😋🎁🎁



W ten sposób okazuję sympatię, wdzięczność, radość, że mogę się spotkać. A z innej strony patrząc może to być również znakomity sposób dla osób, które są na diecie lub nie mogą jeść wszystkiego co ktoś oferuje, by uniknąć zjedzenia czegoś co nam nie służy.

Poprzez takie smakowite prezenty, możemy zachęcić naszych znajomych do przygotowywania zdrowych posiłków i pokazać, że zdrowe też jest smaczne.

Warto wówczas podpytać osoby, do których się wybieramy jakie mają preferencje smakowe i przygotować, coś zdrowego co będzie odpowiadało zarówno nam jak i gospodarzom.

Ja dziś wybieram się do wyjątkowej osoby i specjalnie dla niej przygotowałam Wegańskie mini babeczki daktylowo-kakaowe. Mam nadzieję, że jej zasmakują - trzymajcie kciuki ✊✊
Wegańskie mini babeczki daktylowo-kakaowe
A jeśli też chcecie takie zdrowe słodkości przygotować to przepis poniżej.

Wegańskie mini babeczki daktylowo-kakaowe

Składniki na około 20 mini babeczek:
  • 1,5 szklanki daktyli
  • 3 łyżki siemienia lnianego
  • 1- 2 łyżki prawdziwego kakao (ewentualnie karobu)
  • 2 łyżki mąki z nasion amarantusa
  • 6 - 8 łyżek płatków owsianych górskich (mogą być bezglutenowe)
  • 2 łyżki nasion amarantusa
Opcjonalnie dodatkowo dla mega słodyczomaniaków
1-2 łyżki miodu naturalnego (choć bez tego i tak będzie słodko).

Wykonanie:

Daktyle zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na jakieś 10 min w zależności od daktyli, żeby zmiękły. W tym czasie mielimy siemię lniane, jeśli mamy w ziarenkach i również zalewamy wrzątkiem i odstawiamy, aby nabrało konsystencji glutowatej 😉
Następnie daktyle odsączamy z wody, dodajemy mąkę, kakao oraz siemię i wszystko razem blendujemy na gładką masę. Do powstałej masy dodajemy płatki owsiane, nasiona amarantusa i przy pomocy łyżki dokładnie całość mieszamy. 

Przygotowujemy foremki do babeczek, smarujemy olejem kokosowym, jeśli jest taka potrzeba, a następnie nakładamy naszą masę. Tak przygotowane mini babeczki wkładamy do piekarnika nagrzanego na 185 st.C i pieczemy około 25 - 30 min.

I voila Mini babeczki gotowe 😁Teraz musimy użyć naszej silnej woli i się powstrzymać, żeby nie zjeść ich dopóki nie dotrzemy do naszych przyjaciół czy znajomych 😁

Babeczki można dodatkowo oprószyć cukrem pudrem czy oblać gorzką czekoladą. Kto co woli 😃

Jeśli spodobał Wam się ten przepis, to zostawcie proszę po sobie ślad - polubcie, skomentujcie, udostępnijcie. 


Dajcie proszę znać co myślicie o takim zwyczaju i podzielcie się swoim - czym Wy obdarowujecie osoby, które odwiedzacie?


Zapraszam również do dołączenia do społeczności Ogród Możliwości na facebook'u tutaj, gdzie znajdziecie jeszcze więcej informacji i inspiracji jak odżywiać się zdrowo i żyć w równowadze.

Uściski dla Was 
Anna Magdalena


Spróbujcie również innych zdrowych smakołyków

lutego 17, 2018

Jak wiele jesteśmy w stanie ofiarować ...?

Jak wiele jesteśmy w stanie ofiarować ...?
Trafiłam niedawno na to opowiadanie Iriny Sieminoj w przekładzie Ingi Zawadzkiej. Zatrzymałam się nad nim dłużej i zaczęłam zastanawiać ... Jak wielu z nas stoi w takiej kolejce ze swoją ofiarą i w zamian za co? Czy naprawdę nasza ofiara jest warta tego, czego tak pragniemy? I czy na pewno tego właśnie chcemy? Jak wiele jesteśmy w stanie ofiarować i w imię czego? Warto nad tym chwilę pomyśleć i świadomie zdecydować, zanim ofiarujemy nasze najcenniejsze dary: zdrowie, uczucia, czas, zainteresowanie, pasję .... 



Serdecznie zapraszam Was na opowiadanie, którego tytuł to: 

"Ofiarowanie" 

- Kto ostatni w kolejce do ofiarowania? 
– Ja, mam numerek 852, a pani? 
– Mam 853. Długo się czeka? 
– Nie, szybko idzie. A pani w imię czego składa ofiarę? 
– W imię miłości, a pani? 
– Ja dla dzieci, wszystko bym za nie oddała… 
– A co pani składa w ofierze? 
– Swoje życie osobiste. Wszystko dla dzieci. Ze wszystkiego rezygnuję. Z nikim się nie spotykam, wszystkiego w domu muszę dopilnować. Nic sobie nie kupuję, nigdzie nie chodzę. Rzuciłam dobrą pracę, żeby być bliżej domu, teraz sprzątam w przedszkolu, żeby osobiście dzieci doglądać. Nic dla siebie nie chcę.

– Rozumiem panią. A ja składam swoje uczucia w ofierze. Wie pani, z mężem mi się dawno nie układa… ma inną. Mąż nie chce odejść pierwszy, mówi, że się przyzwyczaił do mnie. Ja też nie potrafię odejść – żal mi go… I tak sobie trwamy… O! Pani numerek się świeci! Boję się, co będzie jak nie przyjmą mojej ofiary? 

853 zwija się w kłębek i czeka na swoją kolej. 852 długo nie wychodzi, w końcu drzwi do gabinetu się otwierają i 852 stoi oszołomiona. 

– No i co? Co pani powiedzieli? Przyjęli ofiarę? 
– Nie… Powiedzieli, że okres próbny. Kazali jeszcze się zastanowić. 
– Jak to??? Dlaczego??? 
– Pani kochana, oni mnie spytali czy przemyślałam wszystko, bo to przecież nieodwracalne. Powiedziałam im, że dzieci jak dorosną to docenią, co matka dla nich poświęciła. A oni mi film pokazali. O mnie, o mojej przyszłości. Jak córka za mąż wyszła i się wyprowadziła do innego miasta, a syn dzwoni tylko raz w miesiącu. Ja go w tym filmie pytam dlaczego, a on mówi, żebym się do jego życia nie wtrącała i zajęła sobą. A jak mam się sobą zająć, kiedy się nigdy sobą nie zajmowałam, nie umiem! 
– No to teraz ja idę… 853 się świeci… 

– Dzień dobry pani. Proszę usiąść. Co pani nam przyniosła? 
– Uczucia… 
– Rozumiem… Proszę pokazać. 
– Niech pan patrzy, niewiele tego, ale świeżutkie, nienoszone, pół roku mają dopiero… 
– Co pani chce w zamian? 
– Ocalić rodzinę. 
– Czyją? Pani? A co tam jest do ocalenia? 
– Mąż ma kochankę, dawno. 
– A pani? 
– Ja od pół roku mam kogoś… 
– Te uczucia, co pani przyniosła, to do tego nowego? 
– Tak. Żeby tylko ocalić rodzinę. 
– Jaką rodzinę? Przecież sama pani mówi, że mąż ma inną kobietę, a pani innego mężczyznę, gdzie tu rodzina? 

– Ale rozwodu nie było! Wciąż jesteśmy małżeństwem! 
– I to pani odpowiada? 
– Nie! 
– Ale wymienić na nowy związek pani nie chce? 
– Nie… to nie są jakieś wielkie uczucia… 
– No to skoro pani ich nie szkoda, to poproszę, może pani złożyć ofiarę. 

– Ale słyszałam, że film jakiś pokazujecie, o przyszłości… Dlaczego ja nie mogę obejrzeć? 

– Różne tu filmy pokazujemy. Jednym o przyszłości, a innym o przeszłości… A pani pokażemy o teraźniejszości. Włączam proszę patrzeć. 

– To ja??? Masakra, jak ja wyglądam??? To kłamstwo!!! Przecież dbam o siebie! 
– Cóż, pani stan ducha przekłada się na wygląd.
– Ale jak to??? Przygarbiona jakaś jestem, usta zacięte, oczy mętne, włosy oklapnięte… 
– Tak wyglądają ludzie kiedy ich dusza płacze… 
– A co to za chłopiec? Taki słodki… O, tuli się do mnie! 
– Nie poznaje pani? To pani mąż, w pani projekcji. 
– Mąż??? Bzdura!!! Mąż jest dorosłym człowiekiem! 
– A w głębi duszy jest małym chłopcem. I tuli się do mamusi… 
– Ale tak mi wpojono w dzieciństwie, że kobieta musi być silniejsza, mądrzejsza, bardziej stanowcza. Że musi wspierać męża. 
– No i tak pani ma: silna, mądra, stanowcza mamusia kieruje swoim chłopcem-mężem. I przytuli i nakrzyczy, ukarze i wybaczy, pożałuje i nakarmi. 
– Ale przecież nie jestem mamusią tylko żoną! A on ma kochankę! Lata do niej, a potem wraca, a ja go i tak kocham! 
– Oczywiście, ma się rozumieć, chłopiec się bawi w piaskownicy i wraca do domu, do ukochanej mamusi. Popłacze trochę w fartuch, pokaja się… Dobra, koniec oglądania. Będziemy finalizować. Składa pani miłość w ofierze czy nie? 

– A przyszłość? Nie pokazaliście mi przyszłości! 
– Bo jej pani nie ma. Przy takiej teraźniejszości pani chłopiec ucieknie, jak nie do innej kobiety, to w chorobę. Albo w ogóle – donikąd. Znajdzie sobie sposób wyrwania się spod mamusinej spódnicy. Przecież sam ma ochotę dorosnąć… 

– To co mam robić? Dla kogo będę się ofiarowywać? 
– To już pani powinna lepiej od nas wiedzieć. Podoba się pani rola mamusi widocznie. Bardziej, niż żony. Mamusie też bywają kochane. No to jak? Będzie pani składać ofiarę? W imię ocalenia tego co jest i żeby pani mąż pozostał synkiem? 
– Nie, nie wiem, nie jestem gotowa… muszę pomyśleć…
– Dajemy czas na myślenie. 
– A co ja mam zrobić, żeby mąż… no… tego… wydoroślał? 
– Przestać być mamusią. Odwrócić się twarzą do siebie i nauczyć się być Kobietą. Atrakcyjną, tajemniczą, zajmującą, pożądaną. Taką, której ma się ochotę podarować kwiaty i śpiewać serenady pod oknem, a nie płakać na ciepłej miękkiej piersi. 

– Pomoże? 
– Z reguły pomaga. Ale tylko pod warunkiem, że się pani zdecyduje być Kobietą. Jakby co – proszę przyjść. Uczucia ma pani piękne, z przyjemnością je weźmiemy. Wie pani ile osób marzy o takich uczuciach? Jak się pani zdecyduje je ofiarować – zapraszamy! 

– Pomyślę… 

853 wychodzi w zamyśleniu z gabinetu, tuląc do piersi swoje uczucia. 854 umierając z niepokoju podnosi się z krzesła i zmierza w kierunku otwartych drzwi. 

– Gotów jestem ofiarować swoje potrzeby, żeby tylko mamusia była zadowolona…,- szepcze 854. 

Drzwi się zamykają. W poczekalni siedzą ludzie tuląc swoje marzenia, talenty, cele, plany, karierę, możliwości – wszystko to, co postanowili złożyć w ofierze… 

Ofiarowanie (na podstawie opowiadania Iriny Sieminoj – tłumaczenie z rosyjskiego Inga Zawadzka).



Czy Wam również zdarzyło się stanąć w kolejce do ofiarowania? Czy było warto? Nie twierdzę, że poświęcenie się w imię czegoś, w zamian za coś innego, jest złe albo dobre. Myślę, że najważniejsze jest, jak we wszystkim, by zachować równowagę. Byśmy umieli dawać, ale również przyjmować, prosić o pomoc, a innym razem zupełnie bezinteresownie pomagać. I w tym wszystkim pamiętać, by nie stracić siebie. Przy takim zrównoważonym podejściu z jednej strony jesteśmy ważni sami dla siebie, potrafimy o siebie zadbać i wyznaczać granice, a z drugiej strony również umiemy, po prostu BYĆ dla innych, podzielić się swoim czasem czy dać im swoją uwagę, gdy tego potrzebują.

Jeśli i na Was to opowiadanie zrobiło wrażenie i macie w związku z nim jakieś przemyślenia, podzielcie się nimi proszę w komentarzu lub jeśli wolicie - napiszcie do mnie. Zostawcie po sobie jakiś ślad- polubcie, udostępnijcie lub prześlijcie do osoby, która być może, właśnie dziś, przeczytania takiego tekstu właśnie potrzebuje. 

Zapraszam również do Ogrodu Możliwości na Facebook'u tutaj po dodatkową garść inspiracji i motywacji do zmiany i działania.

Dbajcie o siebie
Anna Magdalena
Copyright © 2016 Ogród Możliwości , Blogger